Post przerywany dla biegaczy długodystansowych
Autor: Dean Karnazes
Pomysł jedzenia trzech posiłków dziennie jest bardzo współczesny. Niestety idzie on w parze z ogólnoświatową epidemią otyłości. Starożytni Grecy praktykowali pewną formę postu (często nazywaną postem apostolskim), aby „usunąć nieczystości z ciała i ducha oraz znormalizować funkcje metaboliczne”. Dziś to samo robi wiele znanych osób, m.in. Tony Robbins i Tim Ferriss, Beyoncé i Hugh Jackman. W ostatnim czasie post przerywany stał się wręcz powszechną praktyką.
Pierwszy raz zacząłem pościć wiele lat temu, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, co robię. Wiedziałem tylko, że jako gatunek wyewoluowaliśmy w czasach, gdy pożywienie nie zawsze było obfite i łatwo dostępne, więc naturalne wydawało mi się, by czasem obywać się bez jedzenia. Stosowałem schemat, który można luźno zaliczyć do postu z ograniczeniem czasowym: jadłem wyłącznie w ośmiogodzinnym oknie między 11:00 a 19:00. Do tego mój największy posiłek wypadał w środku dnia.
W ciągu tygodnia od rozpoczęcia postu zacząłem zauważać, że czuję się lepiej. Poprawiła się jakość mojego snu, ogólny poziom energii wydawał się wyższy, a regeneracja przebiegała szybciej i pełniej. Działo się to, zanim szeroko dostępne stały się narzędzia do mierzenia tych parametrów, takie jak Whoop czy paski ketonowe. Ale z własnego doświadczenia czułem się zdrowszy, nawet jeśli nie miałem na to namacalnych dowodów.
Była jednak jedna kwestia, z którą miałem trudności. Jeśli wcześnie rano biegałem lub trenowałem intensywnie, czasem trudno było mi wytrzymać z jedzeniem do 11:00. Dostosowałem się więc, przesuwając okno żywieniowe na 9:00–17:00. To się sprawdziło.
Szczerze mówiąc, zachowałem jednak nawyk porannej kawy (czarnej, bez śmietanki i słodzika). Picie kawy uwalnia do krwiobiegu trójglicerydy i wolne kwasy tłuszczowe, dzięki czemu moje poranne biegi wspierał zmagazynowany tłuszcz. Prawdopodobnie właśnie dlatego byłem w stanie przetrwać wymagający trening bez całkowitego „odcięcia”. Jeśli jednak pijesz kawę i nie trenujesz, te trójglicerydy i wolne kwasy tłuszczowe zostają ponownie zmagazynowane. Tak więc w dni, w które nie trenowałem rano, krążące tłuszcze po prostu wracały do magazynów organizmu.
Post z ograniczeniem czasowym praktykuję już od dwóch dekad. Kiedy znajdę coś, co działa, zwykle się tego trzymam, dopóki nie znajdę czegoś lepszego. Jak dotąd nie znalazłem. Coraz więcej badań potwierdza korzyści z postu: lepszą tolerancję glukozy, zmniejszenie stanów zapalnych, większą jasność umysłu, a nawet działanie przeciwstarzeniowe. Muszę też zaznaczyć, że w tym czasie zmieniłem również rodzaj spożywanych produktów, co może być kolejnym czynnikiem. Całkowicie zrezygnowałem z fast foodów i słodkich przekąsek. Moją dietę najlepiej opisać jako hybrydę diety paleo, śródziemnomorskiej, surowej i czasem keto. Tak, traktuję te sprawy poważnie. Wymagają tego moje zdrowie i moje wyniki.
Nie muszę chyba dodawać, że ten artykuł to niezamówiona reklama postu. Doświadczyłem w praktyce ogromnych korzyści – dlaczego miałbym się nimi nie dzielić, skoro mogę w ten sposób pomóc innym? Uważam to za swoją odpowiedzialność i obowiązek. Oczywiście skonsultuj się z lekarzem lub innym specjalistą ochrony zdrowia, jeśli masz jakiekolwiek choroby. Poczytaj też o różnych protokołach postu. Eksperymentowałem z wieloma z nich i wciąż wracam do planu żywienia ograniczonego do godzin 11:00–19:00. To program łatwy do stosowania, a efekty są niezawodne. A nowy Hammer Phood od Hammer Nutrition jeszcze to ułatwia! (To też była reklama – i wcale za nią nie przepraszam.)




