Powered by Smartsupp
Skip to content
OFFER 20-30% OFF | SHOP NOW

Sri Chinmoy 50+ km Győr – 2. miejsce wśród kobiet

Sri Chimnoy 50+ km Győr, női 2. hely - Hammer Nutrition CEE

W Dzień Matki po raz pierwszy w życiu pobiegłam w Győr – mieście, w którym dorastałam i które do dziś jest dla mnie najpiękniejsze i najbliższe sercu – na dystansie 50+ km biegu Sri Chinmoy. Ponieważ te zawody odbyły się dokładnie dwa tygodnie po maratonie, który przebiegłam w urodziny, wcześniej odważyłam się zapisać tylko na dystans maratoński, ale po dobiegnięciu do mety w Füred, ponieważ czułam się zupełnie dobrze, szybko przepisałam się na 50+ km. Zawody odbyły się w pięknym otoczeniu, na terenach zalewowych Dunaju Mosońskiego (Mosoni-Duna), w lesie Püspök-erdő w Győr, na 4,2-kilometrowej leśnej pętli; na naszym dystansie trzeba było pokonać 12 pętli. Wcześniej pisałam, że nie lubię zawodów na pętlach, ale teraz powiedziałabym raczej, że mam do nich ambiwalentny stosunek. Są o tyle dobre, że mogę dokładnie zaplanować odżywianie, na pierwszej pętli poznaję wszystkie zalety i trudności trasy, a potem praktycznie wystarczy dokładnie trzymać się zaplanowanego scenariusza. Ponieważ osoba, z którą zwykle biegam, tym razem nie mogła ze mną pojechać, wyruszyłam na trasę sama. Dlatego dzień wcześniej trochę się denerwowałam, ale rano w dniu zawodów stanęłam na starcie już zupełnie spokojna. Wiedziałam, że będzie długo, ale wiedziałam też, że ten dystans pokonuję już bezpiecznie. Wiedziałam, że będzie gorąco, ale też, że to uwielbiam – nie tylko mi to nie przeszkadza, ale właśnie wtedy biega mi się najlepiej. Wiedziałam, że będę sama, ale wiedziałam też, że jednak nie – bo po raz pierwszy w mojej biegowej karierze jestem naprawdę W DOMU i po raz pierwszy w życiu na mecie będzie na mnie czekać rodzina. Ponieważ od ostatnich zawodów minęło niewiele czasu, nie miałam żadnego planu czasowego ani oczekiwań wobec siebie – chciałam tylko zaliczyć dobrze rozplanowany, równy i bezpieczny bieg, dokładnie trzymając się zaplanowanego odżywiania. Wyszło to tak dobrze, że mój dotychczasowy najlepszy czas na 50 km – z marca, z Velence – poprawiłam o 8 minut, co wystarczyło do 2. miejsca wśród kobiet.

Zawody miały świetną atmosferę i były zdecydowanie w moim guście. Nie było dudniącej muzyki, nie było tłoku, nie było hord kibiców wrzeszczących wzdłuż trasy, byli za to POMOCNICY w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa i doskonały spokój. Na całej trasie muzykę zapewniały ptaki, a szum drzew dodawał jej uroku. Na leśnym punkcie odżywczym w połowie pętli flecista i kilku skrzypków grali nam przez cały dzień łagodne, przyjemne melodie, a w strefie startu i mety również rozbrzmiewała spokojna, medytacyjna muzyka. Wszystko było idealne na taki dystans. Te zawody zdecydowanie trafiły na listę moich stałych corocznych startów.

Na odżywianie zabrałam 2 bidony Perpetuem, 5 porcji Hammer Gel o smaku Nocciola, 2 batony Hammer Bar, 10 tabletek z solą, a na po biegu jedną porcję Recoverite. Zgodnie z planem od trzeciej pętli na punkcie w połowie trasy brałam na każdej pętli jedną tabletkę z solą (świetnie sprawdziło się to zresztą jako licznik pętli :) ), od drugiej pętli co drugą pętlę zjadałam porcję żelu, przed startem i w południe zjadłam po jednym batonie, a dwa bidony Perpetuem wypijałam stopniowo i równomiernie. Plan zadziałał idealnie: przez cały czas czułam się dobrze i mogłam biec równo; podbieg na wał nie sprawiał trudności nawet na ostatniej pętli, a na mecie czułam się niemal świeża. A dzięki Recoverite nawet następnego dnia mięśnie nie były zmęczone.

Prev Post
Next Post

Thanks for subscribing!

This email has been registered!

Shop the look

Choose Options

Edit Option
Back In Stock Notification
is added to your shopping cart.
Terms & Conditions
this is just a warning
Login