Odkrycie Perpetuemu – odkrycie nowej energii!
Autor: Dean Karnazes
Czasem odkrywamy nowe produkty odżywcze dzięki badaniom i Google’owi, a czasem poznajemy nowe rzeczy w inny sposób. Poniższy produkt to ten drugi przypadek. I to historia, której nigdy nie zapomnę.
Stało się to w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu – na Saharze. A właściwie, biorąc pod uwagę okoliczności, może nie było to aż tak niezwykłe. Był rok 2008 i piąty dzień Sahara Race – wyczerpującego, sześciodniowego, 250-kilometrowego biegu z samodzielnym zaopatrzeniem przez Saharę.
Piąty dzień większości wyścigów etapowych to osławiony „długi dzień”, czyli najdłuższy jednodniowy odcinek całych zawodów. Ten etap miał 100 km i obejmował wiele podejść i zejść po gorących, pochłaniających buty wydmach.
Przyszedł po czterech dniach ciężkiej rywalizacji, czterech dniach bez prysznica, spania (albo niespania) w namiocie na ziemi i liofilizowanego jedzenia turystycznego na kolację. Walczyłem razem z żołnierzem włoskich sił specjalnych, rumuńskim rekordzistą w ultrabiegach i wschodzącą gwiazdą z RPA, Ryanem Sandesem.
Dla mnie stawka była jeszcze wyższa. Sahara Race to część 4 Deserts Challenge – cyklu zawodów na najgorętszej, najbardziej wietrznej, najsuchszej i najzimniejszej pustyni Ziemi (Sahara, Gobi, Atacama i Antarktyda)..
Krótka dygresja: większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że Antarktyda jest pustynią, bo jest zimna i pokryta lodem. Pustynie klasyfikuje się jednak na podstawie rocznej ilości opadów, a tych na Antarktydzie jest bardzo mało.
Próbowałem zostać pierwszą osobą, która ukończy wszystkie cztery wyścigi w ciągu jednego roku; większość ludzi dołącza do 4 Deserts Challenge Club na przestrzeni lat.
Presję zwiększał fakt, że mistrzem 4 Deserts Challenge koronuje się osobę z najniższym łącznym czasem ze wszystkich wyścigów – bez względu na to, w ciągu ilu lat ukończy cztery starty. A ja byłem w grze o ten tytuł.
Na Sahara Race szło mi całkiem dobrze. To znaczy do długiego etapu. Ryan Sandes narzucił ostre tempo w pierwszych czterech dniach i wszedł w piąty dzień z wygodną przewagą.
Wiedziałem, że muszę dobrze wypaść, by liczyć się w klasyfikacji. I tak było – przynajmniej do połowy. Wtedy wszystko się posypało. Nagle poczułem, że jestem wyczerpany, odcięło mi prąd i idę jak we mgle, a do mety zostało jeszcze około 50 km!
Nie tyle słyszałem kroki za sobą – w końcu biegliśmy po piasku – ale Ryan mnie dogonił. Przez kolejne kilka godzin badaliśmy się nawzajem, ale chłopak był za silny.
Był wtedy jeszcze dzieciakiem, ale prawdziwym dżentelmenem. Wyczuł moje wyczerpanie i podał mi bidon ze swojego pasa. Zdesperowany, z wdzięcznością przyjąłem to, co mi zaproponował, choć nie miałem pojęcia, co jest w środku.
A ten napój! O rety! Gładki i smaczny, gęsty i lekko nagrzany od słońca.
„Co to jest?” – zapytałem.
„Perpetuem” – odpowiedział.
Nigdy wcześniej nie słyszałem o Perpetuemie, ale ten jeden łyk dodał mi niesamowitej energii i pomógł dotrzeć tego dnia do mety.
Sahara Race ukończyłem ze srebrnym medalem, na drugim miejscu za Ryanem. Ale to nie miało znaczenia – poznałem nowy produkt, który od tamtej pory jest nieodłączną częścią moich treningów i startów.
Na pozostałych pustynnych wyścigach cyklu stosowałem Perpetuem, w ciągu jednego roku ukończyłem wszystkie cztery i przy okazji jakimś cudem wygrałem cały cykl.
Od tamtej pory Perpetuem został przeprojektowany i ulepszony – maltodekstrynę kukurydzianą zastąpiono maltodekstryną z tapioki o niższym równoważniku dekstrozy. Perpetuem jest dostępny w czterech pysznych smakach, więc różnorodności nie brakuje.
W chłodne dni dla wyjątkowego efektu wypróbuj podgrzany smak Caffe Latte, który zawiera 30 mg kofeiny, by pomóc Ci rozkręcić silnik.
Dziękuję Hammer Nutrition za stworzenie tak świetnego produktu, a Ryanowi Sandesowi za to nieoczekiwane wprowadzenie!
--------------------------------------------
Dean Karnazes – ultramaratończyk i zawodnik Hammer Nutrition.
Startuje na całym świecie, a kiedyś przebiegł 50 maratonów we wszystkich 50 stanach USA w 50 kolejnych dni. Jego najnowsza książka to A Runner’s High.




