Powered by Smartsupp
Skip to content
OFFER 20-30% OFF | SHOP NOW

Hammer – żelazna pięść, która trafia tam, gdzie trzeba!

Hammer Ököl vasököl, oda üt ahova köll! - Hammer Nutrition CEE

Poznaj produkty Hammer z perspektywy i doświadczeń lekarza.
– Z firmą Hammer zetknąłem się po raz pierwszy w lipcu 2016 roku na oficjalnym expo zawodów Ironman 70.3 w Budapeszcie. Od tego czasu zainteresowanie przerodziło się w stałą współpracę. Produktów używam od niemal roku, a 2 lipca 2017 roku ukończyłem swoje pierwsze zawody Ironman. Oto moje doświadczenia.

Pracuję jako lekarz, chirurg dziecięcy, dlatego obok sportu odżywianie i jego jakość mają dla mnie kluczowe znaczenie. Ponieważ dobrze znam procesy fizjologiczne i patofizjologiczne, wcale nie jest mi obojętne, jakich suplementów diety i produktów do uzupełniania energii używam. Bardzo ważne jest dla mnie, by zawierały jak najmniej barwników, nośników i konserwantów, a także by w produktach stosowano wysokiej jakości składniki niezbędne. Poza lekarską precyzją niestety mam też obciążony wywiad medyczny. Z powodu kamicy żółciowej usunięto mi woreczek żółciowy, dlatego po niektórych dodatkach do żywności pojawiają się u mnie bóle brzucha i biegunka, a podczas zawodów mam też refluks kwaśnej treści żołądkowej. Właśnie dlatego wypróbowałem niemal wszystkie dostępne na rynku produkty do uzupełniania energii podczas wysiłku – i u mnie sprawdził się Hammer.

Poznając produkty, wyznaczyłem sobie dwie ścieżki. Po pierwsze chciałem na czas przygotowań do Ironmana dobrać takie suplementy diety, które w pełni pokryją 8-miesięczny okres treningowy. Po drugie chciałem wypróbować wszystkie produkty do odżywiania podczas wysiłku, aby wybrać te kilka, z którymi wystartuję w docelowych zawodach.


Zacznijmy od pierwszej ścieżki – codziennych suplementów diety.

1.Premium Insurance Caps – kompletny preparat multiwitaminowy. Przyjmowałem 3–4 kapsułki dziennie, a w dni ciężkich treningów zwiększałem dawkę do 5–7 kapsułek, zgodnie z ulotką. Po innych multiwitaminach dopadał mnie wcześniej niesamowity wilczy głód, tutaj tego nie odczuwałem. Myślę, że mogę sformułować pewną zasadę: dobra multiwitamina to taka, której działania nie odczuwamy, bo wtedy wszystko jest w porządku. Mówiąc po ludzku: nie jesteśmy zmęczeni, rzadziej łapiemy infekcje górnych dróg oddechowych i dobrze czujemy się we własnej skórze. Przekonujące jest dla mnie to, że od dawna zmagałem się z przewlekłymi bólami głowy, a w ostatnich 6 miesiącach liczba przyjmowanych z tego powodu środków przeciwbólowych znacznie spadła. Oczywiście nie musi to wynikać wyłącznie z tych kapsułek, ale z pewnością też odgrywają w tym rolę. Mam 2 synów, starszy ma 2 lata i chodzi do żłobka. W ciągu ostatnich 6 miesięcy przeszedł chyba wszystkie możliwe infekcje górnych dróg oddechowych i, jak to bywa, przyniósł je też do domu. Moja żona złapała każdą z nich, a mnie – na szczęście, a raczej dzięki dobrej odporności – wszystko ominęło.

2.EndurOmega – niezbędne kwasy tłuszczowe omega-3. Przyjmowałem 3 kapsułki dziennie, a ponieważ jem dość mało ryb, uważam, że jej stosowanie ma kluczowe znaczenie.

3.Tissue Rejuvenator

  • Może działać przeciwzapalnie
  • Może wspierać utrzymanie zdrowych, sprawnych i ruchomych stawów
  • Może wspomagać naturalną regenerację tkanek
  • Może pomóc ograniczyć ilość przyjmowanych niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ)

Tak brzmi oficjalny opis. Mogę śmiało powiedzieć, że już dla samego tego produktu warto było wybrać Hammera. Zalecane dawkowanie to 2 kapsułki dziennie; preparat stosuje się – podobnie jak suplementy MSM i glikozaminoglikanów – w celu ochrony stawów. W przypadku kontuzji dawkę można zwiększyć do 4–5 kapsułek. Nie ukrywam, że łatwo łapię kontuzje, co niestety wynika z dość sztywnych stawów i przykurczonych mięśni. Mam przewlekłe zapalenie ścięgna Achillesa, w obu udach miałem już zespół pasma biodrowo-piszczelowego (ITB), a często zmagam się też z zapaleniem okostnej w okolicy pięty. Dzięki temu preparatowi świetnie trzymałem to wszystko pod kontrolą. Odkąd przyjmuję Tissue Rejuvenator, odczuwam znacznie mniej bólu, a nawet twierdzę, że naprawdę przyjąłem mniej NLPZ. Po ciężkich treningach zawsze brałem jedną kapsułkę i to się sprawdziło, bo dolegliwości się nie pojawiały. Jeden przykład: z powodu przewlekłego zapalenia lewego ścięgna Achillesa po treningach sprinterskich typowy był silny ból i nasilenie stanu zapalnego – przez kilka dni bolało mnie nawet chodzenie, nie mówiąc o treningu. Odkąd po treningach sprinterskich przyjmuję Tissue Rejuvenator, silny ból Achillesa pojawia się znacznie rzadziej.

4.REM Caps – suplement, który ma poprawiać jakość snu (fazę REM), czyli tę fazę, którą nazywamy snem regenerującym. Od dawna zmagam się z niewyspaniem, za które odpowiadają dyżury lekarskie, a do tego treningi i 2 synów urodzonych w ciągu ostatnich 2 lat. Niestety także jakość mojego snu nie jest dobra, bo śpię bardzo czujnie i często budzą mnie nawet drobne odgłosy. Tymczasem jednym z podstawowych warunków przygotowań do Ironmana jest odpowiednia ilość snu, bo to wtedy organizm się regeneruje. Odkąd przyjmuję REM Caps, naprawdę śpię głębiej i budzę się bardziej wypoczęty – u mnie ten preparat bardzo się sprawdził. Każdego wieczoru przed snem przyjmuję jedną kapsułkę. Działanie poczułem po mniej więcej 2 tygodniach: obudziłem się tylko raz na płacz mojego 2-miesięcznego syna, a do tego mogłem zrezygnować z zatyczek do uszu.

Te produkty przyjmowałem codziennie.

Teraz produkty, których używałem w związku z treningami.

1.Hammer Gel – do wyboru jest 12 smaków, z czego 2 zawierają kofeinę. Spróbowałem wszystkich i postawiłem na dwa: moimi faworytami są orzechowo-czekoladowy i bananowy. To oczywiście kwestia gustu, ale moja żona, która jest farmaceutką, zawsze powtarza, że najlepiej maskują smak czekolada, banan i wanilia. Dla mnie te żele mają najbardziej naturalny smak. Czekoladowa słodka bomba jest w ustach nieco łagodniejsza niż bananowa, łatwo popić ją wodą i nie przykleja się do podniebienia. Bananowy jest lekko cierpki, mniej słodki i gęstszy – używam go głównie na rowerze. Z doświadczenia: w dużym mrozie żele bardzo gęstnieją i trudno je całkowicie wycisnąć z saszetki. Radzę sobie z tym tak, że zimą zawsze mocuję żele przy ciele – ciepło ciała ogrzewa je na tyle, że da się ich używać.

2.Hammer Bar – są bardzo smaczne, spróbowałem wszystkich. Mam jeden problem: podczas treningu nie bardzo potrafię jeść, a dokładniej żuć. Jak się później okazało, to spory błąd – ale o tym za chwilę.

3.Endurolytes Extreme – uzupełnianie wapnia, chlorku sodu, potasu i magnezu; można je nazwać tabletkami solnymi. Regularnie stosuję je również podczas treningów. Zanim zacząłem ich używać, miewałem problemy ze skurczami, ale od tamtej pory na zawodach ani razu nie złapał mnie skurcz.

4.Recoverite – napój w proszku zawierający białko i węglowodany. W ciągu 30 minut po treningu uzupełnienie białka i węglowodanów jest niezbędne. Ten produkt to naprawdę najwyższa półka. Zimą, po 3,5–4-godzinnych jazdach na trenażerze, wypociwszy ok. 2 litry potu, dowlokłem się do lodówki, wypiłem wcześniej przygotowany Recoverite i po 30 minutach czułem się tak, że mógłbym zrobić jeszcze jedną rundę. Muszę tu dorzucić jeszcze jedną historię. Na Balaton Szupermaraton biegliśmy w parach dookoła Balatonu. Pierwszego dnia mój etap liczył 32 km. Stanąłem na starcie bardzo pewny siebie i – jak należy – dopadła mnie „ściana”. W pierwszy naprawdę upalny dzień roku za mało uzupełniałem energię i za mało piłem, przez co ledwo dotarłem do mety. Znajomi z troską stwierdzili, że wyglądam naprawdę kiepsko. Szybko wypiłem wcześniej przygotowany napój i po 20 minutach, jak feniks z popiołów, przebiegłem jeszcze 7 km na rozluźnienie. Od tamtej pory znajomi nazywają Recoverite „syropem z żelków”.

Co jeszcze wypróbowałem:

Race Day Boost, Fully Charged – kapsułki i proszek pobudzające przed zawodami lub treningiem. Za pierwszym razem dość mocno podniosły mi tętno i trochę zaschło mi w ustach, ale od tamtej pory nauczyłem się je stosować i uważam, że to skuteczne preparaty – moim zdaniem jeszcze mocniej podkręcają adrenalinę, co przed startem jest świetne.

Z takim przygotowaniem stanąłem 2 lipca 2017 r. na starcie zawodów Ironman w Klagenfurcie. Plan uzupełniania energii ustaliłem przy pomocy aplikacji.
Z góry zaplanowałem tylko żele Hammer Gel, wodę i tabletki solne Endurolytes Extreme. Wszystko szło bardzo dobrze, nie było skurczów ani bólu brzucha. Jednak w drugiej trzeciej części etapu rowerowego mój żołądek miał już trochę dość żeli – czułem, że potrzebuję czegoś bardziej treściwego, więc na oficjalnych punktach odżywczych wziąłem banana i kilka batonów. Musiałem się do tego zmusić, bo – jak wspomniałem – podczas wysiłku nie bardzo potrafię żuć. Potem poczułem się dużo lepiej. Krótko mówiąc, na rowerze przydałby się jeden czy dwa batony Hammer Bar – to oczywiście moja własna głupota; gdybym startował jeszcze raz, na pewno nie korzystałbym na rowerze wyłącznie z żeli.

Podczas maratonu zużyłem 9 żeli, a pod koniec trochę brakowało mi czegoś słonego, więc mniej więcej na 35. kilometrze, gdzie serwowano też pizzę, zatankowałem jeden czy dwa kawałki pizzy. Wiem, to nie było świadome uzupełnianie energii, ale bardzo mi smakowało.
Mój pierwszy Ironman zakończył się czasem 10:52:20, i to tak, że przez cały czas utrzymywałem stabilne tempo, bez wahań i bez kryzysu. Z pewnością zaprocentowała ogromna ilość pracy, ale faktem jest też, że wiele zawdzięczam produktom Hammer.

U mnie naprawdę się sprawdziły i jako lekarz mogę je polecić każdemu!

Prev Post
Next Post

Thanks for subscribing!

This email has been registered!

Shop the look

Choose Options

Edit Option
Back In Stock Notification
is added to your shopping cart.
Terms & Conditions
this is just a warning
Login