Cola nowej generacji
Był niezwykle ciepły wiosenny dzień, gdy razem z moim przyjacielem Danem ukończyliśmy dość ciężki, 96-kilometrowy wyścig MTB. Wrzuciliśmy brudne, zakurzone i mocno sponiewierane rowery na pakę pick-upa i byliśmy gotowi na długą drogę do domu. Gdy Dan usiadł za kierownicą, wyciągnął schłodzoną puszkę coli. „Wypiję tę małą czarną śmierć i ani się obejrzysz, a będziemy w domu” – powiedział ze śmiechem.
Po prostu nie mogłem uwierzyć, że wyciągnął z lodówki turystycznej „płynny cukier”. Obaj z Danem słyniemy z przemyślanych nawyków żywieniowych, a do tego mamy podobne upodobania. I nigdy wcześniej nie widziałem go z puszką coli w ręku.
Oczywiście zauważył moje spojrzenie, więc próbował się wytłumaczyć. „Kawa jest za gorąca, ma za dużo kofeiny i nie bardzo nadaje się do przechowywania w lodówce turystycznej. Odrobina cukru i kofeiny wystarczy, żebym dojechał do domu, a jednocześnie nie siedział potem całą noc bez snu. To nie jest coś, co piję na co dzień, ale ma wszystko, czego potrzebuję, żeby teraz dotrzeć do celu.”
Ponieważ to Dan prowadził, a ja byłem tylko pasażerem, nie wdawałem się z nim w dyskusję. Byłem wykończony i cieszyłem się, że wreszcie mogę odsapnąć, podczas gdy Dan wiezie nas do domu – jeśli do tego potrzebował puszki trucizny, niech mu będzie.
Kilka godzin później obudził mnie krzyk Dana. Z trudem skupiał się na drodze, zmagając się z ogromnym bólem i skurczami, o czym informował mnie głośnymi przekleństwami. „Moje ciało chce mnie zabić” – wyznał w końcu, co mu dolega. Cóż, wygląda na to, że jednak nie potrzebował tej coli...
To doświadczenie od razu przypomniało mi, jak zeszłej wiosny założyciel i właściciel Hammer Nutrition, Brian Frank, zdradził mi swój najnowszy pomysł: Cola Fizz. Ci, którzy od dawna uprawiają sporty długodystansowe (zwłaszcza kolarstwo lub ultramaratony), dobrze znają gazowaną colę. Wielu otwiera ją wcześniej, żeby się odgazowała, a potem pije ją podczas wysiłku, bo dzięki niej organizm szybko i łatwo dostaje cukier i kofeinę. Jednak gwałtowny spadek poziomu cukru we krwi, który następuje później, jest na tyle dotkliwy (zwłaszcza przy dłuższym stosowaniu), że problemy żołądkowe są nieuniknione. Do tego cola szkodzi zębom, a skutki uboczne cukru też dają o sobie znać. Choć ten nawyk łatwo byłoby zmienić, wiadomo, że stare przyzwyczajenia trudno wykorzenić, a „czarna śmierć” niestety wciąż jest obecna na zawodach.
Dlatego pragnienie Briana, by zaproponować zdrową alternatywę, okazało się strzałem w dziesiątkę. Od teraz ludzie mają zdrową alternatywę, która nie niszczy zębów i nie grozi gwałtownym spadkiem energii, a na koniec dnia czują się świetnie – mogą też zapomnieć o skurczach, a do tego są odpowiednio nawodnieni. To naprawdę wygrana!
Owszem, w przeszłości istniały podobne produkty, ale zawierały sztuczne aromaty i syntetyczną kofeinę. Hammer chciał natomiast zaoferować naprawdę zdrową alternatywę – bez sztucznych dodatków i syntetycznej kofeiny. Kilka miesięcy później, po gruntownych testach, produkt był gotowy, by „wyjść” do szerokiej publiczności. Pełnospektralna, zbilansowana formuła elektrolitowa – razem z 20 mg kofeiny pochodzącej z zielonej herbaty, która w naturalny sposób zwiększa energię i koncentrację – sprawia, że Endurolytes Fizz jest bestsellerem. A dzięki klasycznemu smakowi coli od razu odniósł sukces: daje wszystko, czego potrzebujemy, i to bez skutków ubocznych.
Gdy tylko dostałem produkt, od razu wysłałem kilka opakowań Danowi. „Stary, używaj tego!” – napisałem mu. „Nie jest za gorący ani zbyt mocno nafaszerowany kofeiną jak kawa, nie jest też szkodliwy dla zdrowia i zębów jak cola. A co najlepsze: nie złapią Cię po nim skurcze w połowie autostrady!”
Cola Fizz można stosować na wiele sposobów. To idealne rozwiązanie, gdy po południu łapie Cię spadek energii, sprawdzi się też, gdy masz ochotę na coś gazowanego, a do tego świetnie pasuje do każdego zestawu do uzupełniania energii. Zaspokoisz swoje zapotrzebowanie na elektrolity smacznym napojem, który zawiera do tego idealną ilość kofeiny. A gdy zawody się skończą i przyjdzie czas na powrót do domu, wrzuć tabletkę do bidonu i zalej wodą. Efekt: bezpiecznie dotrzesz do domu, bo skurcze nie będą odwracać Twojej uwagi od prowadzenia.
Niezależnie od tego, czy lubisz napoje gazowane, czy nie, zachęcamy Cię, żebyś spróbował. Nie ukrywam, że ten produkt stał się podstawowym elementem mojego zestawu paliwa, a teraz bez obaw wsiadam do auta z Danem, który może prowadzić bez skurczów i bez wyrzutów sumienia.




